Ppolska.starec← UrzadnikLog in

IV Ka 42/18

Common courts2018-11-27
Case number
IV Ka 42/18
Judgment date
2018-11-27
Type
REASONS

Legal basis

Judgment text

<p>Sygn. akt IV Ka 42 / 18</p> <div> <h2>UZASADNIENIE</h2> <p>W pierwszej kolejności odnieść należy się do najdalej idących zarzutów obrońcy <span class="anon-block">P. Ś.</span>, które niezależnie od sposobu ich nazwania i kwalifikowania, zmierzały do zakwestionowania przedstawionej przez sąd I instancji oceny dowodów oraz poczynionych na jej podstawie ustaleń faktycznych co do udziału i roli tegoż oskarżonego w zdarzeniach opisanych w akcie oskarżenia. Przy czym zastrzec trzeba, że odniesienie się do tych zarzutów będzie miało o tyle atypowy charakter, że w znacznym zakresie musi być połączone z koniecznością przeprowadzenia ponownej oceny materiału dowodowego w związku z prowadzeniem postępowania dowodowego także na rozprawie apelacyjnej. W jej ramach sąd II instancji przesłuchał osoby współoskarżone z <span class="anon-block">P. Ł.</span> <span class="anon-block">K.</span>, <span class="anon-block">P. W.</span> oraz <span class="anon-block">P. M.</span>. Są to kluczowe źródła dowodowe z punktu widzenia kwestii odpowiedzialności <span class="anon-block">P. Ś.</span>, albowiem to głównie wyjaśnienia złożone przez nich w postępowaniu przygotowawczym stanowiły podstawę postawienia go w stan oskarżenia, a następnie skazania w pierwszej instancji. Skarżący próbował zdyskredytować ich ówczesne relacje, starając się wykazać, iż rola <span class="anon-block">P. Ś.</span> sprowadzała się wyłącznie do wykonania usługi taksówkarskiej w pobliże miejsc, gdzie dochodziło do kradzieży katalizatorów, nie mając przy tym świadomości, że taki proceder jest realizowany. I jakkolwiek każdy z wyżej wymienionej trójki podczas przesłuchania na rozprawie apelacyjnej złożył wyjaśnienia ( zeznania ) potwierdzające taki stan rzeczy, to jednak sąd odwoławczy doszedł do wniosku, że te relacje nie opierały się na prawdzie.</p> <p>Przechodząc do szczegółów – na wstępie przypomnieć należy, iż sam tylko fakt odwołania uprzednio złożonych czy to zeznań, czy wyjaśnień nie skutkuje ich automatycznym wyeliminowaniem z materiału dowodowego. Wyjaśnienia ( zeznania ), które zostały następnie czy to odwołane, czy zmienione, nadal stanowią dowód w sprawie i tak, jak każdy inny dowód, podlegają swobodnej ocenie sądu. O ich wartości dowodowej nie decyduje bowiem ani stadium postępowania, ani czas, w którym zostały złożone, lecz ich treść, oceniana wedle reguł zawartych w <a href="http://isap.sejm.gov.pl/DetailsServlet?id=WDU19970890555" title="Ustawa z dnia 6 czerwca 1997 r. - Kodeks postępowania karnego - Dz. U. z 1997 r. Nr 89, poz. 555 (art. 7)">art. 7 kpk</a> i w konfrontacji z innymi dowodami. Tymczasem tylko wyjaśnienia <span class="anon-block">Ł. K.</span>, <span class="anon-block">P. W.</span> i <span class="anon-block">P. M.</span>, jakie złożone przez nich zostały w charakterze podejrzanych w postępowaniu przygotowawczym mogły z punktu widzenia tych kryteriów być uznane za miarodajne dla odtworzenia stanu faktycznego. Nie przekonują bowiem powody, jakimi tłumaczyli oni przyczyny tak diametralnej zmiany swoich relacji w zakresie, w jakim dotyczyły <span class="anon-block">P. Ś.</span>. Niemal zgodnie tak daleko idącą woltę przedstawiali jako rezultat wywieranej na nich presji ze strony przesłuchujących funkcjonariuszy policji, ukierunkowanej na złożenie wyjaśnień zgodnych z ich sugestiami i oczekiwaniami. Dodatkowo, <span class="anon-block">Ł. K.</span> „ wzbogacał ” powody takiego stanu rzeczy rzekomym konfliktem z <span class="anon-block">P. Ś.</span>, zaś <span class="anon-block">P. M.</span> składaniem wyjaśnień pod wpływem amfetaminy. Nie ma żadnych podstaw, aby sugestie o niedozwolonych metodach pracy śledczych podzielić, bo są one gołosłowne. Za każdym razem odebranie wyjaśnień ujęto w formie protokołu przesłuchania w charakterze podejrzanego. Dokumenty miały postać czytelnych urzędowych formularzy, z którymi każdy z przesłuchiwanych był zapoznany. Przed ich podpisaniem podejrzani nie zgłaszali co do ich treści żadnych uwag, czy zastrzeżeń. Podkreślić należy, iż byli oni następnie przesłuchiwani przez prokuratora i nikt nie zgłaszał mu, iż protokoły powstały z tak daleko idącym naruszeniem swobody wypowiedzi. Można więc wykluczyć wątpliwości co do zgodności tych zapisów ze złożonymi wówczas wypowiedziami. Kreowanie się w stopniu niemal masowym na bezwolne ofiary niedozwolonych metod pracy funkcjonariuszy policji nie przekonuje, tym bardziej, że o tych rzekomych naruszeniach reguł przesłuchania „ przypomniało się ” przesłuchiwanym po tak długim okresie czasu od czynności procesowych z ich udziałem. Żaden z nich nie miał na tyle wyrazistego interesu czy to procesowego, czy faktycznego, aby obciążać <span class="anon-block">P. Ś.</span> wbrew obiektywnej rzeczywistości. Obciążanie go nie rokowało żadnych nadziei na uniknięcie własnej odpowiedzialności, ani nawet nie umniejszało ich zawinienia. Także rzekomy konflikt pomiędzy <span class="anon-block">Ł. K.</span>, a <span class="anon-block">P. Ś.</span>, jawi się jako wymyślony post factum na użytek wzmocnienia wersji o nieprawdziwości pierwszych wyjaśnień. Pozostaje też w logicznej sprzeczności z wersją o nacisku ze strony policjantów. Z jednej bowiem strony <span class="anon-block">Ł. K.</span> twierdzi, że od początku chciał wyjaśniać „ prawdę ”, lecz inną wersję wymogli na nim policjanci, z drugiej zaś, że bezzasadne obciążenie współoskarżonego było wynikiem wspomnianego konfliktu. W konsekwencji – zaprezentowaną przez <span class="anon-block">Ł. K.</span>, <span class="anon-block">P. W.</span> oraz <span class="anon-block">P. M.</span> próbę zdyskredytowania własnych, wcześniejszych wyjaśnień, uznać należało za nie przekonującą. Łączyć ją raczej należy ze specyficznie pojmowaną lojalnością wobec współsprawcy, którego wina nie została jeszcze przesądzona i który ma jeszcze szansę na uniknięcie odpowiedzialności karnej. W postępowaniu przygotowawczym cała trójka – a nadto <span class="anon-block">M. S.</span> – przyznając się do stawianych im zarzutów, równocześnie zgodnie wskazywali na <span class="anon-block">P. Ś.</span> jako na osobę, która wspólnie i w porozumieniu z nimi brała udział w poszczególnych przestępstwach. Chodzi zatem o zgodne, niezależne od siebie, relacje aż czterech osób, które w różnych konfiguracjach osobowych dopuszczały się szeregu przestępstw przeciwko mieniu i które rolę i udział <span class="anon-block">P. Ś.</span> w tym procederze przedstawiały w sposób tożsamy. Tego rodzaju „ poczwórne ” obciążenie <span class="anon-block">P. Ś.</span> nabiera zdecydowanie wyższej wartości dowodowej, aniżeli ma to miejsce w przypadkach pomówienia pojedynczego przestępcy, decydującego się ujawniać okoliczności popełnianych przestępstw. Ich ówczesne wyjaśnienia uznać należy wyłącznie jako pochodną przyjęcia postawy procesowej wyrażającej się wolą przedstawienia organom procesowym wszystkich okoliczności związanych z popełnionymi przestępstwami – tak dotyczących własnego w nich udziału, jak i pozostałych współuczestniczących, zapewne w związku z oczekiwaniem na łagodniejszy wymiar kar. To jednak nie oznacza, że działając w tym celu posuwali się do wyjaśnień nieprawdziwych. Podkreślić też należy, iż pierwsze relacje mają szczególny walor dowodowy. Są bowiem składane „ na gorąco ”, kiedy podejrzany nie ma jeszcze czasu na przemyślenie korzystnej dla siebie lub wspólników wersji co do okoliczności zajścia, nie wie, jak wyjaśniali inni i zazwyczaj opisuje je tak, jak rzeczywiście ono przebiegało. Podkreślić w końcu należy, iż wersję lansowaną w apelacji trudno pogodzić z logiką i doświadczeniem życiowym z innych względów. Trudno uwierzyć, by w zaistniałych realiach wielokrotnych nocnych eskapad ( por. także sprawa Sądu Rejonowego w Częstochowie ) oskarżony nie orientował się w rzeczywistym ich celu. Do tego typu przestępnych, zorganizowanych „ przedsięwzięć ”, nie dobiera się osób przypadkowych i nie wtajemniczonych. Mając to wszystko na uwadze – ani argumenty ujęte w apelacji, ani wyniki postępowania dowodowego przeprowadzonego na rozprawie odwoławczej nie dają podstaw, aby zakwestionować wiarygodność wyjaśnień <span class="anon-block">Ł. K.</span>, <span class="anon-block">P. W.</span>, <span class="anon-block">P. M.</span>, jak i <span class="anon-block">M. S.</span> złożonych na etapie dochodzenia. Słusznie też w oparciu o nie sąd I instancji odtwarzał stan faktyczny oraz w jego ramach sytuował rolę i stan świadomości <span class="anon-block">P. Ś.</span>. Nie zmieniają tego podnoszone w apelacji nieścisłości wyłaniające się z relacji tych osób wyłącznie w zakresie tego, co nastąpiło już po samych kradzieżach, a mianowicie, w jaki sposób i gdzie spieniężone zostały katalizatory oraz jak dokładnie kwotowo wyglądał podział uzyskanej z tego tytułu gotówki.</p> <p>Nie można było również zgodzić się ze skarżącym, jakoby ocenę prawną zachowania <span class="anon-block">P. Ś.</span> ograniczyć należało jedynie do pomocnictwa udzielanego pozostałym współoskarżonym. Takie oczekiwanie nie uwzględnia dostatecznie realiów faktycznych sprawy oraz istoty i konstrukcji przestępczego współdziałania w formie współsprawstwa, które pozwala na przypisanie każdemu współsprawcy wszystkiego tego, co uczynili wspólnicy w wykonaniu łączącego ich porozumienia. Czyn jednego współsprawcy stanowi dopełnienie czynu pozostałych, a przestępstwo uznaje się za wynik ( sumę ) zachowań ich wszystkich. Istotą tak rozumianego współsprawstwa jest więc oparte na porozumieniu współdziałanie dwóch lub więcej osób, z których każda obejmuje swoim zamiarem realizację całości znamion czynu zabronionego. Pozwala to przypisać każdej z tych osób także to zachowanie, które w granicach porozumienia przedsięwzięły inne osoby współdziałające. Innymi słowy, sprawca ponosi odpowiedzialność nie tylko własne zachowanie, lecz obciążają go także następstwa działania pozostałych współsprawców, jeśli w ramach porozumienia je akceptował. Mając to na uwadze – co prawda w ani jednym przypadku <span class="anon-block">P. Ś.</span> nie zrealizował „ osobiście ” ujętej w <a href="http://isap.sejm.gov.pl/DetailsServlet?id=WDU19970880553" title="Ustawa z dnia 6 czerwca 1997 r. - Kodeks karny - Dz. U. z 1997 r. Nr 88, poz. 553 (art. 278;art. 278 § 1)">art. 278 § 1 kk</a> czynności czasownikowej w postaci „ zaboru ” cudzej rzeczy ruchomej, to jednak nie pozbawiało to sądu I instancji prawa do przypisania mu każdej z wchodzących w grę kradzieży. Dla przyjęcia współsprawstwa nie jest wszak konieczne, by każda osoba działająca w porozumieniu osobiście realizowała wszystkie znamiona czynu zabronionego, czy choćby tylko część tych znamion, zwłaszcza tzw. czynność czasownikową. Wystarczy, że działa ona w ramach uzgodnionego podziału ról, co najmniej ułatwiając bezpośredniemu sprawcy realizację wspólnie zamierzonego celu, zaś wykonane przez niego czynności stanowią istotny wkład w przestępcze przedsięwzięcie, z którym sprawca się utożsamia i które uważa za własne. Z ustaleń sądu I instancji wynika, że wszyscy współoskarżeni uprzednio porozumiewali się co do tego, że przemieszczą się do oddalonych od ich miejsc zamieszkania miast z zamiarem kradzieży katalizatorów, po ich uprzednim wycięciu z wytypowanych na miejscu samochodów. Rolą <span class="anon-block">P. Ś.</span> było dowiezienie na miejsce osób dokonujących bezpośrednio samego zaboru, a następnie ich odwiezienie oraz współuczestniczenie w spieniężeniu skradzionych przedmiotów. Później pomiędzy wszystkimi dochodziło do podziału zysków. Nie tyle wiec oskarżony pomagał w realizacji cudzego przedsięwzięcia, co utożsamiał się z nim od początku aż do jego finalizacji i traktował je jako własne. Mając na uwadze omówioną wyżej konstrukcję współsprawstwa stwierdzić zatem należało, iż ponosi on pełną odpowiedzialność także za wszelkie przestępcze działania innych osób, które podejmowane były w ramach łączącego ich porozumienia.</p> <p>Mając na uwadze, iż przemieszczając się do poszczególnych miejscowości, współsprawcy działali z góry powziętym zamiarem dokonania na przestrzeni jednej nocy kradzieży więcej, aniżeli jednego katalizatora, podejmowane w tych warunkach zachowania należało łączyć konstrukcją czynu ciągłego z <a href="http://isap.sejm.gov.pl/DetailsServlet?id=WDU19970880553" title="Ustawa z dnia 6 czerwca 1997 r. - Kodeks karny - Dz. U. z 1997 r. Nr 88, poz. 553 (art. 12)">art. 12 kk</a>.</p> <p>Co do zarzutu rażącej surowości kary – pomimo korekt zaskarżonego wyroku, skutkujących wymierzeniem przez sąd odwoławczy „ własnych ” kar jednostkowych, przy podejmowaniu decyzji co do ich rodzaju oraz rozmiaru sąd odwoławczy bazował na okolicznościach, jakie w tej materii brał pod rozwagę sąd I instancji. Na niekorzyść oskarżonego uwzględnić zwłaszcza należało wielość zachowań składających się na poszczególne czyny ciągłe oraz jego uprzednią, wielokrotną karalność, w tym za przestępstwa podobne. Mając już tylko to na uwadze nie było podstaw, aby orzekać wyłącznie kary wolnościowe. Jeśli zaś chodzi o karę łączną, będącą swego rodzaju podsumowaniem przestępczej działalności oskarżonego – nie można było jej orzekać przy zastosowaniu reguły absorpcji lub zasady do niej zbliżonej, albowiem byłaby to niezrozumiała premia dla oskarżonego z powodu popełnienia więcej, aniżeli jednego przestępstwa. Stosowanie kary łącznej nie może automatycznie i każdorazowo prowadzić do praktycznej bezkarności sprawcy za jedno z dwóch lub więcej popełnionych przestępstw, o ile nie zachodzą ku temu szczególne, wyjątkowe okoliczności. Osoba uprzednio wielokrotnie karana, dopuszczająca się ponownie szeregu zachowań godzących w prawo karne, nie może liczyć na zastosowanie zasady absorpcji, lub kary łącznej do niej zbliżonej, nawet jeżeli popełnione przez nią kolejne przestępstwa godziły w te same dobra prawne ( a tym bardziej, gdy popełniono je na szkodę wielu różnych osób ) i oddzielały je stosunkowo niewielkie odcinki czasu.</p> <p>Co do apelacji obrońcy oskarżonego <span class="anon-block">Ł. K.</span> – także w jego przypadku aktualnym jest wniosek, iż przemieszczając się do poszczególnych miejscowości, współsprawcy działali z góry powziętym zamiarem dokonania na przestrzeni jednej nocy kradzieży więcej, aniżeli jednego katalizatora, podejmowane w tych warunkach zachowania należało połączyć konstrukcją czynu ciągłego z <a href="http://isap.sejm.gov.pl/DetailsServlet?id=WDU19970880553" title="Ustawa z dnia 6 czerwca 1997 r. - Kodeks karny - Dz. U. z 1997 r. Nr 88, poz. 553 (art. 12)">art. 12 kk</a>. Co do zaś samego zarzutu rażącej surowości kary – obrońca, koncentrując się na uwypukleniu okoliczności działających na korzyść oskarżonego, mających w jego ocenie uzasadniać wymierzenie w stosunku do niego kary wolnościowej, pomija istnienie i charakter tych o wymowie przeciwnej. Tymczasem są na tyle obciążające, że wymierzenie kary jakiejkolwiek innej, aniżeli bezwzględna kara pozbawienia wolności w orzeczonym rozmiarze, raziłaby łagodnością. Uwzględnić należało przede wszystkim uprzednią, wielokrotną karalność oskarżonego, praktycznie w całości za przestępstwa tożsame w porównaniu do tych, za które odpowiada w niniejszym postępowaniu. Pozwala to wysnuć wniosek, że przywoływana w apelacji prognoza poprawy dotychczasowego trybu życia przez oskarżonego rozmija się z jego rzeczywistym zachowaniem na wolności. Przypomnieć też należy, iż czyn z <a href="http://isap.sejm.gov.pl/DetailsServlet?id=WDU19970880553" title="Ustawa z dnia 6 czerwca 1997 r. - Kodeks karny - Dz. U. z 1997 r. Nr 88, poz. 553 (art. 278;art. 278 § 1)">art. 278 § 1 kk</a> zagrożony jest karą pozbawienia wolności od 3 miesięcy do 5 lat. Uwzględniając wielość zachowań składających się na przypisany czyn ciągły, oznacza to, iż mimo tak ważkich okoliczności obciążających oskarżonego, wymierzono mu karę w rozmiarze nieznacznie przekraczającym dolny próg ustawowego zagrożenia. W świetle opisanych wyżej okoliczności nie ma podstaw do jakiegokolwiek dalszego jej łagodzenia, zwłaszcza poprzez orzeczenie kary rodzajowo łagodniejszej.</p> </div>